maja 20, 2019

Krótka historia pereł

Krótka historia pereł
fot. pinterest


Od jakiegoś czasu obserwuję powracający trend na perłową biżuterię. W sklepach popularnością cieszy się klasyczny sznur pereł, perłowe kolczyki, spinki do włosów, czy nawet torebki. Zjawisko to jest dla mnie wyjątkowo interesujące z różnych względów, jednak przede wszystkim ze względu na moje wykształcenie historyczne. Będą to chyba podkreślała przy okazji każdego wpisu, dotyczącego historii mody, ale myślę, że warto mieć świadomość jak kształtowało się to, co nas otacza i dlaczego ostało się w takim kształcie, a nie innym. Historia mody jest tutaj doskonałym przykładem kulturowych zawiłości, o których często po prostu nie wiemy, bo nie uczą nas tego w szkole, a szkoda.

Narodziny Wenus, fresk z Pompejów, I w, fot. wikipedia
Perły właściwie od początku historii pierwszych cywilizacji naszego globu, miały ogromne znaczenie i cieszyły się dużą popularnością. Były noszone przez tysiące lat, także przez mężczyzn, jako symbol autorytetu i wysokiej rangi. Kojarzone były także z boginią miłości Afrodytą (Wenus według starożytnych Rzymian). Myślę, że każda i każdy z Was pamięta opowieść o rodzącej się z piany morskiej Afrodycie, która pływała po morzu w muszli. Perły zatem, stały się synonimem piękna i czystości, a także miłości. Uważano je jako niesamowity, boski wytwór, wszakże rodzą się z ostrygi, w takim kształcie i nie trzeba ich w żaden sposób udoskonalać.

Najstarsza zachowana ozdoba perłowa, fot. karipearls.com
Pierwsze wzmianki źródłowe na temat pereł obecne są w starożytnych świętych księgach hinduizmu znanych jako Wedy. Amulet ozdobiony perłami miał zapewniać bardzo długie życie i dobrobyt uczniom Brahmana. Wzmianki na ich temat obecne są także w homerowskiej Iliadzie i Odysei. Wspomina się o nich w Nowym Testamencie, a także Talmudzie. Kojarzyły się z czym niewyobrażalnie pięknym i bogatym. Perły były znane także starożytnym Chińczykom, którzy sądzili, iż perły pochodzą z mózgu smoka, chronią przed pożarami i innymi katastrofami, a dzięki ich blaskowi możliwe jest ugotowanie ryżu (szerzej na ten temat w książce The book of the Pearl: Its History, Art, Science and Industry). Perły cieszyły się popularnością także w starożytnej Persji. Najstarsza zachowana ozdoba perłowa znajduje się w Luwrze w Paryżu, jest to trójrzędowy naszyjnik wykonany z 316 pereł. Został odnaleziony w Susa, w jednym z sarkofagów w miejscu, w którym znajdował się zimowy pałac królów perskich przez M. J. de Morgany w 1901 r. Datuje się go na 4 tys. lat p.n.e.  Joan Younger Dickinson w swojej książce The Book of Pearls (1968) pochylił się między innymi nad tym konkretnym perłowym naszyjnikiem, zauważył, że trójrzędowość naszyjnika nie jest przypadkowa, gdyż liczba 3 wówczas była między innymi symbolem płodności.

Kleopatra rozpuszczająca perłę w  occie winnym, Andrea Casali (XVIII w.
Pliniusz Starszy w swojej Historii Naturalnej także poświęcił wątek perłom. Opowiedział historię zakładu Kleopatry z Markiem Aureliuszem. Kleopatra zobowiązała się wydać ucztę za 10 milionów sestercji, wówczas była to naprawdę zawrotną kwotę. W momencie, gdy Marek Aureliusz był już przekonany, że wygrał, gdyż poczęstunek prezentował się przeciętnie, Kleopatra poprosiła o puchar octu winnego, wyjęła z naszyjnika perłę, rozpuściła ją w occie i wypiła. Tym samym wygrała zakład,  wszakże zjadła bogactwo całego świata w jednym posiłku (perły wówczas były bardzo drogie).

Henryk Walezy z perłowym kolczykiem, Marcello Bacciarelli
W średniowieczu perły były wykorzystywane do wzbogacenia regaliów królewskich, szat, relikwiarzy, czy manuskryptów. Portretowali się w nich najznamienitsze wówczas rody, w tym także mężczyźni. Perły nosili książęta i szlachcice nawet na polach bitewnych, gdyż uważano, iż są pomocne w uniknięciu urazów i przynoszą szczęście. Zdarzało się także, że sproszkowane perły dodawano do leków, wierząc, że pomogą pokonać chorobę.

Elżbieta I ze sznurem pereł, George Gower
W Ameryce, w czasach, gdy Europejczycy jeszcze nie postawili swojej nogi na tym kontynencie, perły miały też ogromne znaczenie, uważano je za magiczne. W Meksyku pałac Montezumy był ozdobiony perłami i szmaragdami, perłami zdobiono także wyobrażenia bogów i świątynie, a nosili je zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Odkrycie Ameryki przez Europejczyków doprowadziło między innymi do pozyskania większej ilości pereł, odnaleziono je między innymi na terenach dzisiejszej Wenezueli, Panamy i Meksyku. Perły cieszyły się sporą popularnością aż do 1725/27 r., ponieważ wtedy w Brazylii odkryto złoża diamentu.


Punktem zwrotnym dla pereł i tym samym ponowna ich popularność była spowodowana sukcesem badań Kokichi Mikimoto, któremu udało się wytworzyć sztucznie perły. Dzięki niemu w 2 połowie XIX w. perły stały się dostępne niemalże dla każdego, niezależnie od jego statusu społecznego.

fot. pinterest
W latach dwudziestych XX w. perły stały się symbolem kobiety wyzwolonej, a w latach 30. XX w. Coco Chanel wyznaczyła miejsce pereł w świecie mody aż po dziś dzień. Perły przestały być też kojarzone jedynie z wieczorowymi kreacjami. Coco Chanel pokazała światu, że perły wyglądają równie pięknie w zestawieniu z klasyczną czarną sukienką, jak i kaszmirowym swetrem, spodniami bądź też w połączeniu z garsonką. Stały się nieodłączonym elementem każdej kobiety.



Aktualnie znów świat mody powrócił do tzw. klasyki, perły opanowały zarówno wybiegi mody jako biżuteryjny dodatek, jak i element ubrania, perłami wyszywane są torebki, tworzone są ozdoby do włosów, kolczyki, paski do spodni, gumki do włosów. Znów oszaleliśmy na ich punkcie. Doskonałym przykładem będą tutaj marki: KAJO Jewels, Luna Mood, Zoria Koncept, Bellera czy Bolino Jewellery.


Bardzo jestem ciekawa co Wy sądzicie o perłowej biżuterii
 i jakie są Wasze spostrzeżenie do tego wpisu. :)

maja 09, 2019

Czarna ołówkowa spódnica

Czarna ołówkowa spódnica

Leslie Caron jest jedną z moich największych inspiracji (i tu naprawdę nie chodzi tylko o to, że mierzy tyle samo, co ja). Dzisiaj przedstawiam Wam propozycję stylizacji z ołówkową spódnicą w roli głównej. Inspirowałam się strojem Leslie z filmu Amerykanin w Paryżu (wspominałam już o nim w jednym z przeglądów kulturalnych). 


Przez dość długi czas mojej młodości (o zgrozo, brzmię jak babcia) przekonywałam się do długich spódnic i sukienek. Wydawało mi się, że nie wyglądam w nich dobrze przez to, że jestem niską osobą. Mimo to, za sprawą stylizacji aktorskich i prywatnych Leslie Caron dostrzegłam, że niski wzrost wcale nie dyskredytuje i można wyglądać w takich ubraniach naprawdę dobrze. 



Ołówkową spódnicę zestawiłam z czarną, gładką bluzką z długim rękawem, a talię podkreśliłam skórzanym paskiem. Całość dopełniłam jedwabną apaszką i mokasynami w kolorze tytoniowym. Torebkę, którą możecie podziwiać na zdjęciach odnalazłam ostatnio w jednym z poznańskich second handów, jest prawdziwą vintage perełką.



bluzka - vintage
spódnica - vintage
apaszka - vintage
pasek - vintage
torebka - marc chantal
buty - zara

Co sądzicie o tej stylizacji? :)

kwietnia 28, 2019

Czym dla mnie jest feminizm?

Czym dla mnie jest feminizm?

Jak śpiewał znany chyba przez wszystkich Muniek Staszczyk, wokalista zespołu T.Love jest super, jest super, więc o co Ci chodzi? 

No właśnie, o co z tym feminizmem chodzi, bo na pewno nie o paradowanie w samej bieliźnie. Feminizm nie jest też żadną ideologią, której celem jest przejęcie kontroli nad całym światem przez kobiety, mimo, iż niektórzy tak właśnie to widzą. Przyszedł czas na wtrącenie moich przysłowiowych pięciu groszy, gdyż naprawdę burzy mi krew to, jak bardzo istota tego ruchu nie została zrozumiana przez gro osób z męskiej części społeczeństwa. To samo dotyczy zresztą także części kobiet, co może budzić zdziwienie.

Gdy chcę dowiedzieć się, co dane słowo oznacza, zaglądam do słownika. Zatem, sięgając do Słownika Języka Polskiego (posiłkowałam się tym internetowym, aby to co piszę było sprawdzalne) dowiemy się, że feminizm to przede wszystkim ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet. Tylko tyle, a może aż tyle. Wszakże mówimy tutaj o podstawowej, współczesnej istocie demokracji, a mimo to dość często spotykam się z głębokim niezrozumieniem. Wówczas często pada kluczowe stwierdzenie: o co Ci chodzi, przecież kobiety są dobrze traktowane. Czy aby na pewno? 

Nie tak dawno temu minęło sto lat od wywalczenia praw wyborczych i obywatelskich przez kobiety. Dzień kobiet to nic innego, jak uczczenie tego wydarzenia. Podobnie jak Sylwia Chutnik uważam jednak, że powinniśmy obchodzić Dzień Praw Kobiet, może wtedy w przestrzeni publicznej obecna stałaby się istota tego święta, bo wierzcie mi, nie chodzi w nim o kupowanie goździków i rajstop. Zabrało mi także odpowiedniego uwypuklenia tego zagadnienia w kontekście obchód 100-lecia odzyskanie niepodległości przez Polskę.

W edukacji historycznej w szkole nie ma równości względem płci. Uczymy się o polityce, wojnach prowadzonych przez MĘŻCZYZN. Czasem gdzieś przemknie nam postać kobieca, jako miły dodatek dla mężczyzny. I tyle. Nie dziwię się zatem, że historia jako taka nie cieszy się zainteresowaniem, skoro uczymy się jej w formie przytłaczającego kalendarium. Tak właściwie to dopiero idąc na studia historyczne możemy poszerzyć nasze horyzonty w tym zakresie, ale przecież nie możemy od wszystkich oczekiwać pójścia na studia historyczne. Brakuje zatem edukacji historycznej, która uwzględniałaby kobiety, jako indywidualne postacie, które miały udział w kształtowaniu naszej historii. Brakuje też pomysłu jak to ugryźć, wszakże historia kobiet jako taka dopiero się kształtuje. Uważam, że zmiana programu nauczania będzie pierwszym krokiem do zmiany na lepsze w kontekście równości między płciami, gdyż to właśnie szkoła nas kształtuje. Jeżeli dziecko ucząc się historii słyszy jedynie o wielkości i bohaterstwie mężczyzn trudno oczekiwać, że doceni kobiety jako takie, skoro nie wie nic o ich dokonaniach. Polecam Wam książkę Niegodne historii? O nieobecności i stereotypowych wizerunkach kobiet w świetle podręcznikowej narracji historycznej w gimnazjum. Naprawdę Maria Skłodowska - Curie nie była jedyną kobietą, o której warto wspominać.

Codziennie jesteśmy świadkami słownej i symbolicznej przemocy skierowanej w stronę nas, kobiet. Zarówno w magazynach, jak i w sytuacjach z życia codziennego, gdyż o ile sesja na okładkę magazynu raczej wykonywana jest za zgodą modelki, tak ordynarne komentarze względem kobiet już nieco mniej. Przez ordynarne komentarze rozumiem zwroty w stylu dobra dupa, fajne cycki, czy szmata lub dziwka w kontekście prowadzenia nieco bardziej bujnego życia seksualnego. Co ciekawe, mężczyzna, który sypia więcej niż z jedną partnerką, co najwyżej może być określony zdobywcą, kobieciarzem czy casanovą. Zdrada w naszym społeczeństwie nie jest oceniania proporcjonalnie, rozgranicza się ją na płeć. Przyjęło się, że kobiecie nie wypada, a faceci tacy już są. Polecam Wam przesłuchać i koniecznie obejrzeć teledysk do piosenki Julii Marcell Tarantino, która bardzo dobrze podsumowuje to, o czym napisałam.

Istotnym i niezwykle drażliwym problemem jest także temat aborcji, który, mam wrażenie, podzielił nas jako społeczeństwo (oczywiście nie tylko ten). Ja osobiście uważam, że dokonuje się na nas, kobietach swoistej przemocy i traktuje jak inkubatory, uważając, że same nie potrafimy podjąć słusznej decyzji. W ramach tego chce się nam narzucić jedyne, oczywiste wyjście, bez jakiekolwiek próby zindywidualizowania przypadków. Zapominamy jednak, że postulaty dotyczące możliwości przeprowadzania aborcji nie zmierzają do nakazywania aborcji, a do stworzenia sytuacji w której kobieta, gdy to możliwe ze swym partnerem, będą mieli wybór. Nie chodzi o traktowanie aborcji jako antykoncepcji, ale możliwości wyboru w ekstremalnych sytuacjach. I co tam ciąża pozamaciczna, czy ryzyko śmierci matki podczas porodu. To nie jest ważne. Najważniejsze jest to, że aborcja to morderstwo. Ja jednak zapytam nieco z przekąsem - świadomość zaistnienia komplikacji podczas ciąży, które mogą skończyć się śmiercią matki nie będą w tym przypadku morderstwem? Każda z nas ma swoje sumienie i powinnyśmy mieć wybór, zawsze. Na tym między innymi polega demokracja. Chyba, że coś mylę i nie słuchałam dostatecznie dobrze na WOS-ie w liceum. Zauważyłam także, że przeciwnicy sporu o aborcję sprawiają wrażenie, że mają w sobie ogromne pokłady empatii. Tak wielkie, że nie widzą problemu, iż niechybnie mogą poświęcić swoje partnerki życiowe w celu wyższej idei. To nic innego jak deprecjonowanie kobiet. Nie tylko jako obywatelek, ale ludzi w ogóle. 

A skoro już o tym mowa równie ważnym problemem jest kwestia molestowań i gwałtów. Akcja #MeToo została przez prawicową część widowni wyśmiana i skrytykowana. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie rozumiem też, dlaczego ofiary gwałtu często kreuje się na osoby współwinne tego zajścia. Uważa się, że kobieta była zbyt skąpo ubrana i sprowokowała napastnika. Dopowiem znów, nieco przekornie, a gdy dochodzi do kradzieży samochodu nie słychać głosów o tym, że ktoś zbyt mocno afiszował się swoją bryką i sprowokował złodzieja. To pewne kuriozum, którego nie jestem w stanie pojąć. Być może dlatego często dopiero po latach ofiary ujawniają swoje mroczne przeżycia. Boją się przypisywania im tej współwinny. 

Dzieje się. Na całym świecie organizowane są różnorakie inicjatywy, które mają przypomnieć, że historia kobiet także istnieje, i że kobiety także mają prawo głosu. Mam nadzieję, że te inicjatywy będą miały coraz to szerszy wydźwięk społeczny. W Polsce nie mamy tak silnej tradycji ruchów feministycznych jak na tzw. Zachodzie. Wynika to oczywiście ze specyfiki naszej historii, przez wiele lat nie istniała Polska jako terytorium. Polskę tworzyli wówczas ludzie. Prawa wyborcze zostały kobietą dane bardziej w podzięce za zaangażowanie w krzewienie polskości podczas zaborów. Poprawa naszego statusu nie jest za bardzo wynikiem zmian w myśleniu ogółu społeczeństwa, a w tym przypadku mężczyzn. Podobnie zresztą rzecz się miała z przyjmowaniem kobiet na studia. W Poznaniu brakowało po prostu studentów. Przypominam, że to był okres po I wojnie światowej, w między czasie wybuchło Powstanie Wielkopolskie, a potem napatoczyła się wojna polsko-bolszewicka. Mimo to, że kobietą udawało się obronić swoje prace magisterskie, później były bardzo dyskryminowane i np. nie zatrudniano ich na uczelniach. 

Właśnie dlatego uważam, że kobiety nie są dobrze traktowane. Podział na tradycyjne role i dyskryminacja wciąż istnieją i będą istnieć dopóki ogół społeczeństwa będzie kojarzył feminizm ze sprawami kobiecymi, dopóki nie dostrzeżemy, jak ważne jest zaangażowanie mężczyzn. W rozumianym przeze mnie (i przez feministki) feminizmie chodzi o równość pomiędzy mężczyzną i kobietą w każdej sferze życia. Traktowanie siebie jako partnerów w domu i poza nim. Nie chodzi też o robienie z siebie tzw. Zosi Samosi, która jako feministka sobie ze wszystkim dzielnie poradzi i pokaz sił, kto więcej utrzyma w siatce z zakupami. Chodzi po prostu o szacunek względem siebie. 

Równość i szacunek powinien działać jednak w dwie strony. Podkreślam to, ponieważ zauważyłam, że zdarza się, iż niechybnie my, kobiety dyskryminujemy mężczyzn, nie dając im szansy się wykazać. Objawia się to czasem w obowiązkach domowych, jak i w wyrokach sądów dotyczących decyzji o sprawowaniu opieki nad dzieckiem. Gdy rozsypuje się małżeństwo, często uważa się, że matka automatycznie będzie lepszym opiekunem, choć nie zawsze jest to prawda.
Polecam Wam także film dokumentalny, który dostępny jest na platformie Netflix pt. Feministki: Co sobie myślały? Który pokazuje, że problemy, z którymi mierzyły się kobiety w latach 60. wciąż są obecne.  

Na koniec zaś powtórzę raz jeszcze, feminizm to ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet. Zrównując się z innymi, pamiętajmy jednak, żeby nie deprecjonować innych.

Bardzo chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat. :)


kwietnia 17, 2019

Ponadczasowy trencz

Ponadczasowy trencz


Zapewne większość z Was słysząc słowo trencz od razu pomyśli o kultowych filmach - Śniadanie u Tiffany'ego i Casablanca (a może tylko ja tak mam? :)) Ja zamarzyłam o trenczu pod wpływem właśnie tych filmów. Wszakże to jeden z ponadczasowych elementów garderoby, w który z całą pewnością warto zainwestować. Sprawdzi się zarówno wiosną, jak i wczesną jesienią i na pewno nada charakteru każdej stylizacji.  Swój odnalazłam (tak właściwie to odnalazł go mój narzeczony) w lumpeksie. Zapłaciłam za niego bardzo małe pieniądze w porównaniu do jakości i ceny w sklepie. Dlatego naprawdę zachęcam Was do poszukiwań w second handach. Przy odrobinie cierpliwości i szczęścia można tam odnaleźć jedyne w swoim rodzaju perełki, które zindywidualizują nasz styl, ale o tym popełniłam już wpis dwa tygodnie temu.


Historia trencza sięga jednak trochę dalej niż Śniadanie u Tiffany'ego i Casablanca, a mianowicie drugiej połowy XIX w. Istnieje spór, kto pierwszy wymyślił trencz - Thomas Burberry, czy firma Aquscutum. Jednoznacznie nie można tego stwierdzić, faktem jest jednak, że trencz po raz pierwszy został wykorzystany, jako element stroju żołnierzy brytyjskich w wojnie burskiej w 1895 r., a także przez irlandzkiego podróżnika Sir Ernesta Shackletona, który odział w trencze siebie i swoją załogę podczas wyprawy na Antarktydę w 1907 r. Potem trencze wykorzystali angielscy oficerowie podczas I wojny światowej, które były lżejsze od dotychczasowych wełnianych płaszczy, wodoodporne i na tyle krótkie, że minimalizowały zabrudzenia od błota. Jak już pewnie zauważyliście, trencz pierwotnie był typowo męskim elementem garderoby, dopiero za sprawą kreacji Marlene Dietrich, Grety Garbo i Katharine Hepburn zaczęto kojarzyć go także z damskim płaszczem i tak została już do dzisiaj. 




W świecie mody znanych jest wiele stylizacji, które w połączeniu z trenczem stworzyły niesamowity efekt. Ja jednak postawiłam na klasyczną wersję. Białą koszulę, cygaretki i buty derby, albo jak kto woli angielki, zestawiłam z klasycznym trenczem. Jak Wam się podoba? 



koszula - studio italy
spodnie - vintage
płaszcz - marks & spencer
buty - 5th avenue 
torebka - zara

kwietnia 09, 2019

przegląd kulturalny #7

przegląd kulturalny #7

Budzący się do życia świat zamigotał tysiącem barw, parafrazując kultowy zespół Varius Manx, a ludzie na ulicy stali się nieco bardziej radośniejsi. Musiała zatem nastać wiosna. Ja już z zachwytem podziwiam dumnie zieleniejące drzewo za moim oknem i ptasie piruety na nieboskłonie. Marudzę tylko trochę pod nosem, że alergia, że osłabia percepcję, że znów muszę pamiętać o braniu leków, ale to i tak nie umniejsza mojej miłości do tej pory roku. 

KSIĄŻKA: Justyna Kopińska Z nienawiści do kobiet (2018)



Bardzo ważny zbiór reportaży, który uświadomił mnie jeszcze bardziej, ile zła nas otacza i jak bardzo jesteśmy bierni wobec tego zła. Wcale nie musimy szukać daleko, wszystkie z opisywanych historii miały miejsce w naszym kraju i dotyczą nas - Polek i Polaków. Justyna Kopińska opowiada nam o Violetcie Villas i samotności, oczami jej syna, o przypadku molestowania przez księdza dziewczynki i w pewnym sensie przyzwoleniu na to wiernych (w trakcie pielgrzymki nie zareagowano na to, dlaczego ksiądz śpi z dzieckiem w jednym pokoju), gdy wszystko wyszło na jaw nałożoną karę ostatecznie złagodzono, a oprawca trafił do parafii w Puszczykowie (koło Poznania) i tam jak gdyby nigdy nic odprawiał msze, miał kontakt z dziećmi. Kopińska opowiada także o molestowaniu żołnierek przez jednego z oficerów, któremu złagodzono wyrok przez sąd wyższej instancji, co pokazuje przypadki szowinizm w tej instytucji, a także o tym jak trudno osobom homoseksualnym pogodzić swoją orientację z wiarą chrześcijańską. W książce znajdziecie jeszcze pięć innych opowieści, które są naprawdę warte uwagi, mimo iż często przedstawiają zdarzenia marginalne, które nie są powszechne, jednak warte nagłośnienia, gdyż jak sama autorka przyznaje to właśnie milczenie w obliczu zła sprawia, że jesteśmy martwi, choć żyjemy.

FILM: Roma, reż. Alfonso Cuarón (2018)


Wciąż jestem pod wrażeniem tego niezwykłego filmu, który poprzez opowiedzenie słowem i obrazem jednostkowych momentów z życia zwykłych ludzi, przedstawił tak naprawdę pragnienia każdego z nas - pragnienie akceptacji, poczucia bezpieczeństwa i miłości. Klimatu temu filmu dodaje czarno-biały obraz. Akcja rozgrywa się w Meksyku w latach 70., tytuł nawiązuje oczywiście do jednej z dzielnic Colonia Roma. Film opowiada historię dwóch kobiet - pokojówki Cleo i Sofii, jej pracodawczyni. Cuarón ukazał nam rodzinę, która mimo iż na pierwszy rzut oka wydaje się być idealna, tak naprawdę jest dysfunkcyjna. Wszystko ukryte jest w symbolice, migawkach, do których nie przywiązujemy na początku wagi. Obie kobiety przeżywają swoje osobiste tragedie, jedna z nich zostaje opuszczona przez męża, druga trafia na nieodpowiedzialnego mężczyznę, który zostawią ją, gdy dowiaduje się o jej ciąży. Niezwykły obraz zwykłego życia oczami kobiet, na pozór z różnych światów. Film możecie zobaczyć na platformie Netflix. Warto także podkreślić, że w tym roku zgarnął aż 3 Oskary.

MUZYKA: Kasia Lins Wiersz ostatni (2018)


Ze współczesnymi polskimi artystami (ale nie tylko!) mam naprawdę spory problem, dotyka mnie w nich brak oryginalności i refleksji nad tym co śpiewają. Na palcach jednej ręki mogę policzyć polskich, młodych piosenkarzy, którzy urzekają mnie swoją autentycznością, linią melodyczną i tekstami (chociaż może jeszcze nie wszystkich odkryłam, nie chcę być aż tak krytyczna). Dlatego właśnie zwróciłam uwagę na nową płytę Kasi Lins, zupełnie przypadkiem usłyszałam piosenkę Wiersz ostatni i zachwyciłam się od pierwszego usłyszenia. Niesamowity, ciepły głos Kasi przeniósł mnie do zupełnie innego wymiaru, mimo iż teksty są ekstremalnie nostalgiczne. Jak to dobitnie podkreślił Maciek Saskowski - artystka po prostu nagrała płytę, która daje nadzieję na odrodzenie się inteligentnej rodzimej muzyki popularnej. Jest to też dowód na to, że niekoniecznie trzeba śpiewać bzdury i mówić, że na tym polega muzyka pop.

A teraz oddaję głos Wam. Jestem bardzo ciekawa co sądzicie o przeglądzie. :)